
Kiedyś to były czasy…
23 Styczeń 2011Nastał ostatnio jakiś chory klimat gloryfikowania lat 90-tych przez zgrzybiałych nasto- i dwudziestoletnich starców. Na fali nostalgii wypłynęło Frugo, gwiazdki z MilkyWay, kreskówki z RTL7 i inne takie. Kiedyś to wychodziło się na podwórko, kiedyś to grało się na Atari z 3-pikselową grafiką, kiedyś to słuchało się kaset.
Ale to było super.
Cóż… nie.
To nie było super. Super było to, że byliśmy dziećmi. Oczywiście mi też brakuje gwiazdek MilkyWay, ale magia obecnych czasów polega na tym, że mogę zamówić je sobie w każdej chwili (zakładając, że będę miała nadmiar gotówki, co się nigdy nie zdarzy). Lata 90-te to nasi rodzice odbijający sobie szarość PRL-u ubieraniem nas w koszmarne zestawy typu niebieskie lajkry do jaskrawo-różowej koszuli i czerwonych bucików z zielonym wzorkiem. Lata 90-te to ulubione kasety zdzierające się po zbyt wielu odsłuchaniach, taśma wkręcająca się w radio. Twarde jak kamień gumy tracące smak po 10 sekundach.
Ludziom drżącym nad kondycją dzieci spędzających czas przed komputerem przypominam, że nasze pokolenie było pokoleniem uzależnionym od telewizora, który wyznaczał rytm dnia, jakość niedzielnego poranka i schematy zabaw.
Oczywiście tamte czasy miały swój urok i dobre strony. I wcale nie kocham ekranów dotykowych, multikin i całego tego shitu. Kocham to, że mam wybór – jest miejsce i na multipleksy i na kina studyjne. Nie poznałabym nawet procenta naprawdę wartościowych rzeczy, do których dotarłam dzięki internetowi. Człowiek poza domem nie jest już uziemiony budkami telefonicznymi. W dzisiejszych czasach mogę wybrać się do P&P i kupić sobie waniliową Colę, jeśli będę miała taki kaprys. I to jest super.
(Ale w głębi duszy i tak wiem, że jesteśmy lepsi od dzieciaków z iPodami, bo nas wychowała ulica i Czarodziejki z księżyca)