
Books, old and new!
2 Luty 2011(Zaczyna się od książki, ale nie dajcie się zwieść. To jest wpis o serialach.)
Wreszcie jestem w posiadaniu “Myśli nieuczesanych”, która zainspirowała tytuł tego bloga i która służy mi teraz jako Mała Książeczka Spokoju (jestem na etapie uzależnienia od Black Books – o tym niżej), chociaż w rzeczywistości jest cholernie gruba. Także teraz na każde pytanie mam losową odpowiedź.
R.: Coś nie mogę zasnąć.
Ja: Obczaj moją nową książkę. (chwila kartkowania) “Olbrzymia ilość ludzi miewa sny używane”.
R.: Super. (po chwili) Może zrobię jakiś wpis.
Ja: Khm. “Każde słowo jest myślą: nie sposób tego powiedzieć o każdym zdaniu”.
R.: Głębokie…
Ja: Ha, słuchaj tego – “Głębię można imitować zabarwieniem”.
To lepsze niż Biblia! Stanisławie Jerzy Lecu, jesteś wielki.
Wracając do Black Books, zastanawiam się jakim cudem ten serial nie został nigdy, nigdzie wyemitowany w Polsce. To znaczy zrozumiałabym to, bo Świetne Seriale Nigdy Niewyemitowane W Polsce stanowią już osobny gatunek telewizyjny, gdyby Dwójka kilka lat temu nie zakupiła serialu Mała Brytania. No ludzie, lubię angielski humor (chociaż nie jestem bezkrytycznym fanem – to znaczy nie oddaję boskiej czci każdej sekundzie “Latającego Cyrku”, jak co poniektórzy), ale serio, ten serial jest przegięciem pały nawet dla mnie.
Ujmując rzecz w skrócie: polska telewizja (i mam tu na myśli całą, kablówkę, cyfrówkę itp.) albo nie inwestuje w nic, albo w skrajnie niszowe dzieła dla garstki koneserów. Nic pośrodku. A kultowe dzieła i inne perły gniją, pozbawione czułego spojrzenia polskiego widza.
Trafiłam na przykład na How Do You Want Me (mówiąc trafiłam, mam na myśli “jestem zdecydowana obejrzeć wszystko czego tknął się Dylan Moran”) i po prostu nie mogę uwierzyć, że tak dobry, inteligentny i zabawny serial obejrzała, sądząc po komentarzach, tylko garstka ludzi i krów w Wielkiej Brytanii. Pomijając koszmarną muzykę i mocno mylące określanie go sitcomem (“I can’t figure it out is this a comedy or the most depressing show ever” – to mój ulubiony komentarz), nie jest to produkcja familijna z cyklu “Miastowy Ignorant kontra Prosty Acz Mądry Lud Wsi”, bo dialogi bywają naprawdę odważne, a wieś nie jest żadną idylliczną krainą, tylko dusznym ludzkim piekłem. Żaden polski serial lat dziewięćdziesiątych nie osiągnął nawet w części poziomu dialogów jednego odcinka “HDYWM”. Rozpisałam się nadmiernie, więc powiem tylko: Chwała i cześć JuTubowi (a raczej wrzucającym na niego).
Z drugiej strony, ostatnio mam przyjemność obcować na co dzień z kanałem Comedy Central i może jednak warto się cieszyć, że niektóre seriale uniknęły wykastrowania przez Genialnych Polskich Tłumaczy. Lepsze seriale jeszcze jakoś się bronią ostatkiem sił, ale te słabsze nie mogą służyć nawet jako tło do obiadu. Brutalne masakry odbierają mi apetyt.
Żeby nie było tak całkiem antypatriotycznie, świat też ma swoje na sumieniu – Ameryka ma u mnie wielkiego kopa za Terriers. Ten serial powinien być puszczany ekipom jako modelowy przykład zachowania idealnej równowagi między goryczą, humorem, sensacją i psychologiczną prawdą. Przy tym od pierwszej minuty wytwarza fajny, niewymuszony klimat, czego nie można powiedzieć o większości produkcji ostatnio głośnych i kultowych. Poległ przez gównianą promocję po pierwszym sezonie.
A takie Grey’s Anatomy leci dalej, chociaż powinno zejść ze sceny z honorem w okolicach 4 sezonu, zamiast tylko coraz bardziej mnie wkurwiać.
Takich wpisów będzie więcej, póki nie znajdę sobie jakiegoś życia. Buhehehe.
Jak miło, że ktoś również zna i ogląda “Black Books” oraz “How do You want me”.
Neurotyczny księgarz, alkoholik, który wcale tych książek nie chce sprzedawać trochę podobny do mnie,chociaż ja książki lubię wypożyczać :D Łyknąłem trzy serie od razu a i tak lubię sobie wrócić do ulubionych fragmentów. I zgodzę się z Tobą, że gdyby nie ten Internet to wielu, wielu świetnych rzeczy bym nie poznał. Z brytyjskich seriali ostatnio oglądam i bardzo polecam – “Shameless”. Świetny serial o dołach społecznych w Great Britain – ironiczny i suto podlany sarkazmem.
Nie wiem czy znasz ale zapewne znasz a jeśli nie znasz to poznaj “League of Gentelmen” – absurdalny i groteskowy, w stylu “Małej Brytanii”. Uff, ale się rozpisałem.
Pozdrawiam serdecznie.
Ja któregoś dnia złapałam się na tym, że siedzę w fotelu z książką, trzymam wino i każdego, kto śmiał mi przeszkodzić częstuję blacko-podobnym grymasem twarzy :) Niepokojąco dobrze mi wychodził.
Dzięki za podrzucenie nowych tropów, na pewno skorzystam :)
a ja wczoraj obejrzałem film Keith
i mam to w dupie:D:D
ale ogolnie wiadomka celuje w bardziej ambitne
Mali, żyjesz :D
nooo czasem trzebaa