
Duma i uprzedzenie
5 Maj 2011Jedną z niewielu zalet posiadania pamięci ameby jest to, że swoje ulubione książki mogę czytać co parę lat i za każdym razem jestem zaskakiwana. Jeśli chodzi o “Dumę i uprzedzenie” Austen (skądinąd bardzo dobra książka, łączy w sobie romans, obyczaj i komedię), to chociaż wiem, że pan Darcy ostatecznie okazuje się do rany przyłóż człowiekiem, to nigdy nie pamiętam jak do tego doszło.
Tak więc trafiłam na adaptację z 2005 roku i obejrzałam ją bez zbędnego fanatyzmu.
I powiem, że ten film jest jak dla mnie absolutnym fenomenem. Cały po prostu aż błaga, żeby zmieszać go totalnie z błotem. Począwszy od głównych bohaterów: Keira Knightley i jej podbródek jako Elżbieta? Macfadyen ze swoją twarzą zbitego pieska jako Darcy? A kończąc na masie, masie naprawdę rażących nagięć obyczajów i bijących kiczem po oczach scenach w rodzaju oświadczyn w deszczu czy rozchełstanej koszuli we mgle. Biedna Austen musiała przewracać się w grobie widząc co zrobiono z jej bohaterami i całą wielowątkową historią.
A mimo to… zadziałało. Nie ma ten film za dużo wspólnego z książką, to bardziej “wariacja na temat”, ale naprawdę ładna wariacja. Muzyka, angielska wieś, delikatny komizm, no i zaskakująco grająca chemia między główną dwójką, tym lepsza, że są to naprawdę ostatni aktorzy, których widziałabym w tych rolach.
Jak dla mnie magia kina w czystej postaci.